piątek, 22 października 2010

Clap your hands!!

Nie mam czasu, nie mam czasu na nic! Milion rzeczy na głowie, milion pomysłów i chęci na ich realizację. Zaczynam czuć się szczęśliwa! Chce mi się, chce mi się! 

I tym optymistycznym akcentem... niemal zakończę posta. Bo nie mam czasu!! Ale dodam, że buty zakupiłam w zeszłym tygodniu, choć spodobały mi się już w sierpniu. Są średnio wygodne, ale i tak noszę je codziennie prawie, bo mi się super podobają! Płaszcz kupiłam już wiosną, ale jakoś się źle w nim czułam. Na jesień wszystko się odmieniło i noszę go, gdy tylko mi pasuje do reszty. Zamiennikiem jest stara skórzana kurtka, która mi się na maxa znudziła i taka jeszcze jedna, nie pasuje mi na co dzień. Czeka na swoją kolej. To co wam prezentuje to nie jest żaden zestaw, żadna stylizacja, tfu, ot zwyczajnie takie sobie focisze z oczekiwania na autobus po piwie po pracy :D Bo nie mam kiedy robić nowych zdjęć!!!

sobota, 16 października 2010

Grzane wino z pomarańczą

Jeden z najlepszych pomysłów na sobotni wieczór to babskie spotkanie! Upiekłam pierwsze w życiu całkowicie samodzielne ciasto (padło na szarlotkę), nie obyło się też bez mojego ukochanego trunku, zwłaszcza na jesienno-zimową porę czyli grzanego wina z pomarańczą. Kocham jego aromat, kocham smak, trudno mi znaleźć inny napój lub danie, którym potrafię się tak delektować. Gdy piję grzańca zaczyna działać najprawdziwsza magia!

A więc oczarowana cudownym wieczorem, zaczarowana magią spotkania dzielę się z wami kilkoma zdjęciami. Wiecie co, nie zależy mi na profesjonalnych umiejętnościach w dziedzinie fotografii, ale szalenie chciałabym umieć oddać zdjęciami magię chwili. Na niektórych blogach widzę tak boskie zdjęcia! Dziś fotografa miałam świetnego (pamiętacie TE zdjęcia), lecz wyjątkowo niechętnego ;-) Uwierzcie mi jednak na słowo, spotkanie było takie jak powinno - świetne!

Latem był szał na maxidresses. Podobały mi się, ale nie zabiegałam o nie. Mam tylko jedną sukienkę, z tego posta - wystarczało mi to. Ale chodziła za mną czarna, długa spódnica, przyznaję - marzyłam o takiej. Tylko, że ja nie lubię chodzić po sklepach, a jak już mam czegoś konkretnego szukać, to wolę tego po prostu nie mieć. Aż tu ostatnio w moim sh czekała na mnie piękna, gruba, na zimę idealna, długa, czarna spódniczka. Cóż, musiałam ją mieć!!

Kropeczkowe rajstopy pewnie większość z was już ma od dawna, ja mam swoje od kilku dni. Lepiej później niż wcale. Już dawno chciałam kupić, ale w osiedlowym sklepie nie było, a o mojej sympatii do szukania rzeczy po sklepach piszę kilka zdań wyżej. Do tego zwykły t-shirt z jakimś fejsem i trawiasty kardigan oversajzowo - nietoperzowy. 

Zestaw prosty, PRZEWYGODNY, w moim guście. Niezbyt dopracowany w kwestii dodatków, ale przeznaczony na okoliczność domowego picia grzańca, więc po co?

Na paznokciach mój najnowszy lakier, już dawno taki chciałam, a wpadł mi w ręce zupełnie przypadkiem. Tu ładne foto. Mam aż za dużo lakierów i pewnie bym go nie wzięła, gdyby nie to że był w promocji, a na dodatek jest z mojej ukochanej firmy i linii Rimmel Lycra Pro.  Mejkap dopasowany do sweterka i lakieru na pazurach, ale o tym kiedy indziej, acz niebawem!!!

 Maxi - sh
Kardigan - sh, New Look
Top - sh, Only
Naszyjnik - sklep osiedlowy
Rajstopy - sklep osiedlowy

niedziela, 3 października 2010

Kwiaty we włosach mam, różowe!

Czeeeść! Ostatnio zauważyłam, że wciąż noszę to samo. Na tyłek wkładam rurki, na górę kurteczkę (tą co również na poniższych fotach), na stopy trampki i jestem gotowa do wyjścia. Deszcz mnie tak wkurzał i nastawiał pesymistycznie do życia, że nic mi się nie chciało! Nie mam żadnej infrastruktury ubraniowo-deszczowej w szafie, wyobrażacie sobie? Brak kaloszy, kurtki z kapturem, parasola!! Całe życie chodziłam bez parasola i nagle ostatnio odczułam jego brak!! Myślę, że to dlatego, że za czasów licealnych nosiłam wciąż bluzy z kapturem i one mnie od deszczu osłaniały. Poza tym nosiłam adidasy, które nie przemakały, nie dbałam o makijaż, ani o fryzurę (przynajmniej nie aż tak jak teraz). No więc co z tego, że deszcz mi przylizał włosy? Żaden problem. Teraz jest inaczej i i chyba każda z was to doskonale rozumie :) I w ogóle to koniec z tym pieprzeniem, bo nic w nim ciekawego nie ma!

Więc zmierzam do tego, że teraz, gdy od kilku dni mamy znów piękną pogodę, zachciało mi się żyć trochę bardziej. Poniżej foty ze spontanicznego spaceru po centrum Poznania, po którym to udałam się na spotkanie towarzyskie okraszone dużą ilością grzańca, który po prostu K O C H A M!!!! Przydał się, bo na dworze, mimo słońca, było cholernie zimno!

Moim ulubionym elementem poniższego stroju jest bluzka z koronką przy dekolcie, w której się zakochałam od pierwszego wejrzenia, oraz opaska do włosów. Wiecie, że nigdy nie znosiłam opasek? Nie miałam żadnej plastikowej i kilka szmacianych, w których chodziłam głównie po domu. Ale jak zobaczyłam tą, to tak mi się spodobała, że ją kupiłam i wzięłam jeszcze taką samą granatową haha. I noszę je codziennie od tygodnia! Sądzę, że powodem tego jest też moje nowe obcięcie (już je widziałyście ostatnio). Uważam, że jest to najlepsze obcięcie jakie w życiu miałam i czuję się w nim doskonale. I sądzę też, że opaski fajnie do niego pasują. 

Myślałam, żeby zrobić posta z moimi fryzurami, jakie w życiu miałam. Rihanny nie dogonię, ale trochę tego było, więc chętnie wam pokażę. Co wy na to? :)))

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Spódniczka - H&M
Bluzka z koronką - Denim CO
Balerinki - Atmosphere
opaska, torebka, pasek, kurtka - sh

poniedziałek, 20 września 2010

ME or not ME

Piszę do was niemal słysząc Stinga na stadionie Lecha. Tak, mieszkam bardzo blisko tegoż! O ile się orientuję, jest to pierwszy stadion już gotowy na Euro 2012. Jeśli ktoś nie kojarzy - Sting właśnie występuje na Wielkim Otwarciu. Cieszę się niezmiernie, jestem dumna itd. choć piłkę nożną mam głęboko w ... . Ale serio, zawsze czuję dreszczyk emocji, gdy moje osiedle zapełnia się nadprogramowymi autami, trawniki zamieniają się w parkingi, tłumy niebiesko-białych przemierzają chodniki z ambitną pieśnią na ustach ("Legia to stara k..."), nie da się przejść przez pasy, albowiem panowie milicjanci kierują ruchem, pięć do dziesięciu lodówek, że się tak wyrażę, zdobi wzdłuż każdą ulicę niedaleko stadionu.... To takie ekscytujące, gdy Kolejorz gra! Aha!

Dziś mam wisielczy humor i sama nie wiem co jest serio, a co nie. Przepraszam. Moje życie się wali, a może się nie wali, okaże się niebawem. Śmiać mi się chce, a właściwie to chce mi się płakać.
Wczoraj byłam na chrzcinach mojego nowego siostrzeńca. Do kościoła nie chodzę, więc wykorzystałam miły czas mszy na kilka fot. Następnie udałam się do siostry na Wielkie Żarcie. Chrzciny są fajne, pod warunkiem, że to nie JA mam tyle dzieci. Brawa dla mojej siostry za trzeciego noworodka. Mi 2 by starczyły!

Byłam ostatnio u fryzjera. Pani zrobiła mi ISTNĄ MASAKRĘ na głowie, miałam ochotę wybić wszystkich fryzjerów świata. Miłe dziewczę w innym salonie fryzjerskim dzień później uratowało mi fryzurę, choć moja droga koleżanka Hania twierdzi, że wyglądam jak pół dupy za "krzokiem". Ja twierdzę, że jest zajebiście. Enjoy.
 
 
 
 
Ciuchy, których nie znacie:
Szpilki - numer za małe ale co tam, śliczne są, całe w cekinach. Jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby zrobić im fotę - M.MILANO
Bluzka - bez rękawów, za to z dekoltem. Babcia była oburzona, że świecę cyckami, ale mi i mamie się podobało i to się liczy - firma jaka jest, taka jest (metkę odcięłam i zapomniałam)

Resztę znacie:
spódnicę (gniecie się, no i co z tego, prasowałam przed wyjściem!) - STĄD
pasek - STĄD
sweterek - STĄD
marynarę - STĄD
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...