Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wynurzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wynurzenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 września 2012

Zapraszam na NOWEGO BLOGA + zdjęcia z czerwca :)

Witam serdecznie, czuję satysfakcję i radość, bo zrobiłam dziś coś, o czym myślałam już od dawna. Ten blog zawsze mnie motywował: do przykładania większej uwagi do tego co noszę, do bawienia się kolorami, do ciekawszego pisania, robienia lepszych zdjęć itd. Na jakim by nie był etapie mój styl, to trzeba wiedzieć, że jest właśnie na nim dzięki blogowi - w przeciwnym wypadku nadal tkwiłabym w niewiedzy i braku własnego stylu.

Właśnie po to założyłam kolejnego bloga. Bo ja mam słomiany zapał albo zapominam o niektórych postanowieniach, a dzięki niemu będę miała większą kontrolę nad tym co robię. Chcę pisać o wielu rzeczach, które mogą się przydać innym ludziom (dlatego zapraszam was do czytania), jednak przede wszystkim przydadzą się one mnie. Zaczęłam od banałów i podstaw - przede mną jeszcze niesamowicie długa droga,... ale mam na to całe życie! 

Zapraszam każdego do czytania, czerpania garściami, może nawet do dzielenia się swoimi opiniami czy doświadczeniami, do wskazywania błędów w moim myśleniu czy postępowaniu. 

Absolutnie nie zapraszam osób, które mają zamiar wyśmiewać, krytykować niekonstruktywnie i się wymądrzać. To jest moja droga, ja ją muszę przejść i nie potrzebuję naprawdę wszystkowiedzących ludzi, którzy mi odbiorą motywację do działania jakimś chamskim tekstem. 

"Ten blog jest moim nowym projektem. Będę pisać o wszystkim co dotyczy szeroko pojętego rozwoju osobistego, organizacji czasu i życia, wprowadzenia harmonii do otaczającego nas świata oraz o dążeniu do satysfakcji i zadowolenia"

Zapraszam, wystarczy kliknąć w poniższy obrazek:

________________________________________________

Jesień coraz bliżej, nie lubię jesieni! Znalazłam parę zdjęć z czerwca, kiedy całe lato było jeszcze przed nami, kiedy cieszyłam się każdym promieniem Słońca i z nadzieją patrzyłam w przyszłość. Nie że teraz nie patrzę - ale w międzyczasie nastąpił zimny prysznic i teraz moja nadzieja dotyczy innych spraw. Ale wciąż jest. I uśmiech też:)


 A już w ten weekend zaczyna się znów szkoła, jak się cieszę! :D

wtorek, 11 września 2012

Nieżyczliwe agencje, zrujnowany wrzesień i wygrzebane z dna szafy buty

Cześć moje kochane, ależ ja rzadko pojawiam się ostatnio w blogosferze :( Jestem strasznie zajęta, a nawet jak mam czas to wolę go spędzić czytając, jeżdżąc rowerem albo nadrabiając zaległości domowe. 

Chwilowo próbuję dojść do siebie po małej traumie. Hej, chcecie wiedzieć o co chodzi? Zatem: wpiszcie sobie w google "chmurki do tekstów" (potrzebne mi były do jednego z dzisiejszych zdjęć :D) i kliknijcie grafika. Jedno z pierwszych zdjęć będzie tym, które przyprawiło mnie niemal o zawał serca... Ale co do cholery mają wspólnego chmurki jakiegokolwiek rodzaju z tymi potworami na zdjęciu????? Sprawdźcie to! Chyba, że macie arachnofobię, to NIE SPRAWDZAJCIE! Fuck :/

Ok, wracam powoli do żywych. Wiecie co mnie strasznie oburza i czym żyję od dobrych 2 tygodni? Będzie trochę prywaty, będzie też trochę moich wynurzeń o współczesnym świecie - jak ktoś nie ma ochoty czytać, zapraszam do zdjęć poniżej :)

Że o pracę w dzisiejszych czasach ciężko - wiem. Że wszędzie szukają pracowników doświadczonych - żadna nowość. Że trzeba nieraz wysłać milion CV nim się znajdzie fajną pracę, albo trzeba mieć spore znajomości - jest to problem wielu osób. 

Ale dlaczego tak ciężko znaleźć firmę, która łaskawie zgodzi się przyjąć kogoś na obowiązkowe praktyki ze szkoły? Tego już nie pojmuję! Tak, muszę odbyć 2 miesiące praktyk. Oczywiście, że bezpłatnych! Nie mam powalającego CV, ale jednak sporo umiem, szybko się uczę i jakieś doświadczenie posiadam. Ale właściwie to nawet nie w CV problem, nie we mnie. Wszystkie agencje, jakie dotychczas odwiedziłam:
 - albo mnie olały po całości = nawet nie zadzwonili/nie napisali maila
 - albo twierdzą, że nie mają czasu na praktykantów
 - albo twierdzą, że NIE POTRZEBUJĄ praktykanta
 - albo setki innych odpowiedzi w tym "zła atmosfera panuje w firmie"

Tylko że im się coś pomyliło. Ja nie szukam agencji, która potrzebuje, szuka praktykanta. Ja szukam agencji, która łaskawie i uprzejmie zechce mi pomóc, zechce podzielić się wiedzą i doświadczeniem, zechce skorzystać z darmowej siły roboczej, czyli mnie MIMO, że niekoniecznie kogoś potrzebują! Padła raz odpowiedź "dziękujemy za CV, jak będziemy szukać praktykanta, to będzie pani na czele listy". Fuck! Co tym ludziom szkodzi POMÓC dziewczynie wypełnić OBOWIĄZKOWE praktyki? Ja rozumiem, że niektóre agencje naprawdę z jakichś przyczyn nie mogą mnie wziąć, ale wszystkie? NAWET te, do których docieram przez znajomości?

Jestem strasznie zła, bo trudności ze znalezieniem firmy totalnie zrujnowały moje plany na wrzesień (zmieniłam etat na 1/4, żeby mieć czas na praktyki, praktyk brak, czasu aż nadto, a wypłata za wrzesień wywoła u mnie co najwyżej pusty śmiech). Jestem "na czele listy", wow, to teraz mam przez x czasu lecieć na 1/4 etatu w maczku i czekać aż gdzieś ktoś stwierdzi "teraz potrzebujemy"? Jest mi też po prostu przykro i jestem zawiedziona postawą ludzką. Co innego, gdybym chciała płatne praktyki albo miała "widzi mi się" - wtedy mogliby powiedzieć, że nie potrzebują, albo że np. jestem za słaba, wolą poszukać kogoś lepszego. Ale ja te praktyki odbyć muszę, jak tego nie zrobię nie zaliczę szkoły, a wszyscy ci szefowie mają to po prostu w dupie. Albo im się wszystko pięknie w życiu ułożyło albo już zapomnieli jak cholernie trudne są początki kariery.Powiecie "mają prawo mieć w dupie, nie ich problem". Jasne, ale gdzie ludzka życzliwość, zrozumienie, docenienie pasji? Może wy rozumiecie o co tutaj chodzi? Ja nie...

Ok, zdjęcia z jakimi dziś do was przychodzę są masakryczne, ale już dawno uznałam, że lepsze takie niż blog świecący pustkami. Strój ze spotkania z Karolinką, już chyba rok nie widzianą! :O Zapomniałam wziąć aparat na miasto, żeby ją wykorzystać, zatem zdjęcia są robione przez samowyzwalacz tudzież tatusia pod blokiem. 

W ostatnim poście pokazywałam wam buty, których nie nosiłam od roku, w tym poście pokazuję wam buty nienoszone od... 2,5 roku! Ostatnio miałam je na sobie w tym poście: KLIKNie lubię ich, ponieważ strasznie cisną od góry, ale dałam im wczoraj szansę. Obcas jest niewiarygodnie wygodny, ucisk jakoś przeżyłam. Może się rozejdą z czasem, a są tak śliczne, że nie chcę ich wyrzucać. Reszta stroju to nic nowego - moja ulubiona spódnica lata 2012, ulubiony sweterek lata 2012 oraz gałki oczne na szyi. Czułam się w tym doskonale. 

Solennie obiecuję poprawę, świadoma, że pewnie tej obietnicy nie dotrzymam. Ale będę się starać. Tęsknię za czasami, kiedy blog sprawiał mi tonę frajdy i nie mogłam się doczekać aż znów coś napiszę. Mam nadzieję, że to wróci. Pozdrawiam serdecznie, buziaczki!


Buty, torba - Dunnes Stores, sh
Spódniczka, sweterek - Atmosphere, sh
Gałki oczne - no name

niedziela, 18 marca 2012

Śledziowa spódniczka i koło zamachowe

Siemanko Kochani :)) Dzisiaj znów dobry humor mam, zważywszy na wiele okoliczności. To co mnie przygnębia staram się usilnie od siebie odsunąć, a delektuję się tym co jest FAJNE! Dzisiaj znów parę godzin w szkole. Nauczycielka co chwilę gadała, że wie jak bardzo nam się na pewno nie chce, każdy tylko myślał jak tu się szybciej zwinąć do domu... a ja wprost przeciwnie. Coś ze mną jest nie tak, haha? Ale zaraz, zaraz, w szkole są fajni ludzie, uczymy się ciekawych na maxa rzeczy, słoneczko za oknem świeci... Dlaczego miałoby mi się nie chcieć?!

Znowu mi się gadana włączyła. Piwko zimne po szkole sobie sączę, a różne człowieki już dawno mi zwróciły uwagę, że jak trochę % uderzy do główki to gadam jak najęta. Zatem jeśli kogoś nie interesuje co mam tym razem do powiedzenia - zapraszam na dół posta, do ostatniego akapitu!

Mam pełno planów na najbliższy czas, w sensie rozwoju osobistego. Tak jak jeszcze niedawno nie miałam za cholerę pomysłu na dalsze życie, tak teraz mam ich całkiem sporo i nie pozostaje nic innego, jak po kolei wcielać w życie. Dotychczasowe sukcesy dodają skrzydeł. Dziękuję wam wszystkim za wiele ciepłych słów i dzielenie się ze mną swoimi przeżyciami. To mi dało też niezłego kopa. Zdaję sobie sprawę, że jestem typem człowieka "zmiennonastrojowego" i po prostu tak już ze mną jest, że mam wieczne huśtawki, więc na pewno za jakiś czas znów mi humor siądzie, ale póki co staram się do tego nie dopuścić. Przypomniało mi się to co mi kiedyś powiedział szwagier, lata temu. Ciekawa rzecz!

Otóż powiedział mi, że czasem na początku jest bardzo ciężko uwierzyć, że coś się uda, wykrzesać z siebie siłę, nadzieję, energię. Ale tak jak w kole zamachowym (dobra, nie wiem jak to działa, nie znam się na mechanice, on mi to wtedy wyjaśnił, ale teraz to już tego za Chiny nie odtworzę) wszystko się nakręca, w tym sensie, że jak się zrobi pierwszy krok, to drugi jest już łatwiejszy, jak się zrobi drugi, to trzeci jest łatwiejszy itd. Ponadto wszystkie sukcesiki małe powodują, że poprawia nam się nastrój, zaczynamy wierzyć, zaczyna nam się chcieć i osiągamy kolejne sukcesy, nieco większe. Po nich mamy już taką satysfakcję i energię, że osiągamy kolejne - jeszcze większe. Itd., itd. Mam nadzieję, że kumacie o co chodzi :D 

W każdym razie w momencie, gdy jesteśmy w dole i nie mamy siły i ochoty na cokolwiek musimy pamiętać, że po pierwszym kroku będzie łatwiej (a często niestety o tym się zapomina). Ja walczę od jakiegoś już czasu i powiem wam, że ta zasada naprawdę działa! Ważne tylko jest, aby w momencie osiągnięcia jakiegoś sukcesu, "wskoczenia poziom wyżej" bardzo wyraźnie sobie to powiedzieć, docenić, zauważyć. Żeby to nie uszło naszej uwadze. Wtedy nasz musk dostanie bodziec do dalszego działania! Jeśli tego się nie zrobi, emocje opadną, prześpimy się i na drugi dzień "zapomnimy" o tym co dokonaliśmy, zwolnimy, koło się zatrzyma, a nie nakręci. Działa, bez kitu to działa!!

Akapit ubraniowy :) Nie wiem jak ja to robię, naprawdę, ale czy mam rano 0,5 godziny czy 2 to i tak nigdy nie mogę zdążyć. Dziś to samo, miałam szkołę na 13, a i tak się 10 minut spóźniłam :P Przymierzyłam kilka zestawów odzieżowych, chciałam, żeby było kolorowo i wiosennie. Do tej śledziowej (bo jak byłam mała to mi się wydawało, że kolor łososiowy się nazywa śledziowy i tak już zostało) spódniczki dobierałam różne inne jasne ubranka, różowe, szare, brzoskwiniowe... Ale ostatecznie uznałam, że z czernią prezentuje się najlepiej. Nic oryginalnego, trudno. Ale bluzeczka jest fajna, bo ma ładne bufki no i prześwitujące kółeczka. Do całości dobrałam sobie szalik w jaskółki, który jest obecnie moim ulubionym. A wiecie co jest najlepsze? Że nie miałam nic więcej na sobie, tylko ten cienki sweterek. Wiosno, witaj!

Zapraszam do polubienia mnie na FB. Zapytano mnie kiedyś po co mi to - odpowiem przy kolejnej okazji, teraz ten post i tak jest już za długi :) >>KLIK<<

Aaaa, P.S.! Odkąd mam ten eyeliner w słoiczku... zaczęła się dla mnie nowa era kresek! Nie wiem czy miałam kiedykolwiek kosmetyk, który bym tak MEGA pokochała. Mam ochotę malować kreski 10x dziennie, szkoda, że mam tak mało oczu. Uwieeeeelllllbiam ten eyeliner oraz generalnie tą ajdiję produktu w słoiczku i osobny pędzelek (w przeciwieństwie do kupnych płynnych tuszy z pędzlem/badylem jako zamknięciem jednocześnie). Polecam :)

 Dziękuję Gosiu za fotki! :D

 Wszystko pochodzi z sh, poza szalem: Diverse oraz biżuterią.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...