Witam Was wszystkich w Nowym Roku! Nie będę nawet wymieniać postanowień i mówić co chcę zmienić, bo generalnie chcę zmienić i naprawić WSZYSTKO. Jasne, że w 2011 roku było pełno świetnych chwil, ale całokształt niestety jest do dupy, o. Życzę sobie i wam, aby w 2012 było duuuuużo lepiej (niezależnie jak było wcześniej!)
A dziś zapraszam Was na skromne podsumowanie ubiegłego roku. Podobne zrobiłam rok temu, link
TU. Starałam się znaleźć trochę dotąd niepublikowanych zdjęć, ale z tym ciężko (bo skoro nie były publikowane, to na ogół znaczy, że kiepskie:P)
STYCZEŃ
Pamiętam, że byłam zachwycona tym, jak rozpoczął się 2011. Co chwilę coś świetnego się działo, spotykałam ludzi, których poznałam na Sylwestra, dużo spacerowałam i miałam świetny nastrój.
Modowo odnalazłam się w "mojej wersji rockowego stylu", pieszczoszka była nieodłącznym atrybutem.
LUTY
Ten miesiąc wspominam szalenie miło! Intensywnie spędzałam czas. Do ważniejszych okoliczności należą moje urodziny - spędziłam je w Mexicanie i dostałam mnóstwo fantastycznych prezentów, rzadko się zdarza dostać tak trafione!
Luty to także Walentynki. Należę do grupy osób, które to święto uwielbiają i z radością celebrują. Ostatnie były naprawdę w 150% udane i przepiękne.
Z milszych rzeczy w lutym wspominam także fantastyczną imprezę z ludźmi poznanymi na Sylwestra oraz liczne spacery - pogoda (jak widać na zdjęciu) była rewelacyjna, Cytadela wyglądała bajecznie... Do dziś pamiętam tę ciszę zakłóconą jedynie skrzypieniem śniegu pod stopami...I ciepło ręki ukochanej osoby... Eh, jak nienawidzę zimy, tak te śnieżne dni wspominam super!
MARZEC
Na blogu marzec upłynął pod znakiem minimalizowania czarnego koloru. Zawsze nosiłam go za dużo i postanowiłam spróbować nosić więcej żywych barw - efekt taki, że przekonałam się do nich i po dziś dzień lubię eksperymentować. Wydaje mi się, że właśnie po tym "marcu bez czerni" zaczęłam mimowolnie zmieniać styl i iść ku bardziej kobiecemu, kwiecistemu, radosnemu.
Marzec to także Dzień Kobiet. Wspominam fantastyczny, dłuuugi spacer w blasku Słońca, zwieńczony pysznym jedzeniem i winkiem.
KWIECIEŃ
To ważny miesiąc, gdyż w nim rozpoczęłam sezon rowerowy (który trwa po dziś dzień nota bene).
Wielkanoc spędziłam w miłej rodzinnej atmosferze, jak zwykle "szalejąc" podczas ozdabiana domu i wczuwając się w świąteczną atmosferę. Patrząc na zdjęcia przypominam sobie, że właśnie wtedy nagle dopadła mnie chęć posiadania jak największej ilości ubrań w kwiaty, co definitywnie oznacza odwrót od rockowych klimatów na rzecz zupełnie
nowego dla mnie stylu.
MAJ
Maj, taki piękny miesiąc, a nie wspominam go za dobrze... Pamiętam, że absolutorium uświadomiło mi z ogromną siłą, że to naprawdę koniec studiów... Długie miesiące zajęło mi jakoś ogarnięcie głupich myśli i całej sytuacji, w zasadzie do dziś nie jest najlepiej. Niestety od maja rok 2011 zdecydowanie zaczął się... ekhm je**ć.
Z miłych chwil na pewno mogę wymienić grill z moim rokiem (w sumie wyszło, że on pożegnalny... bo nigdy więcej się nie powtórzył...) oraz urodziny bliskich koleżanek, spędzone w świetnym gronie!
CZERWIEC
Jeśli chodzi o styl, to zdecydowanie nastąpiła u mnie wielka zmiana. Zakochałam się w czerwonej pomadce, klimacie retro i pin up (choć nie czerpałam z nich garściami, to inspirowałam się niewątpliwie) i generalnie we wszystkich tych babskich kwiatkach, falbanach itp. Kto by pomyślał! Drugie zdjęcie, to w sukience w kropki, stało się moim najulubieńszym ever, umieszczam je gdzie się da ;)
W czerwcu wydarzyła się ważna rzecz - odbył się Bal Absolutoryjny. Wrażenia omówiłam szeroko na blogu, a były to wrażenia nieziemskie - do dziś wspominam jak piękny był to dzień!
W czerwcu bardzo często chodziłam z mamą na spacery nad Maltą. Akurat zdjęcie, jakie widzicie, pochodzi z dnia, gdy pogoda była duuużo gorsza niż przykładowo w październiku!
LIPIEC
W lipcu bardzo dużo czasu spędziłam z rodzicami, chodziliśmy na spacery, na Rynek. Pretekstem były m.in. urodziny i imieniny taty, a także imieniny moje i babci. Słoneczko, lato, wakacje... wszystko byłoby dobrze, gdyby nie krach w życiu prywatnym...
Akurat moje imieniny spędziłam rewelacyjnie. Jadzia miała dwa dni wcześniej urodziny, więc razem spędziłyśmy czas pijąc, śmiejąc się i gadając do późna w dwóch pubach, a także, ekhm, na Wzgórzu Przemysła, na jakimś murku... Gdy weszłyśmy do Żabki z otrzymanymi od przyjaciół słonecznikami, sprzedawczyni zagadała nas co to za okazja i dała nam w prezencie otwieracze - żabki haha. Zdjęcia z komórki niestety.
W lipcu byłam też przymusowo w Warszawie, ale dzień upłynął mi sympatycznie i miło.
SIERPIEŃ
W sierpniu miały miejsce dwa wyjazdy. Najpierw byłam (pierwszy raz w życiu) na Woodstocku - na pewno chcę tam wrócić, ale z lepszym ekwipunkiem! Potem spędziłam typowo babskie kilka dni na Bornholmie. Żadne zmartwienia, żadne problemy, tragiczna pogoda - nic nie przeszkodziło nam w spędzeniu fantastycznych, wspólnych dni!
Jak to w wakacje - wypady na miasto, spacery, zabawa
WRZESIEŃ
Zaczęłam chodzić do nowej szkoły policealnej jako uczennica, pobyłam sobie też prawdziwą panią nauczycielką przez tydzień - rewelacja! Chciałabym wykonywać ten zawód, ale obawiam się, że byłby problem zarówno z dostaniem pracy jak i z utrzymaniem się z marnych groszy...
Z tematów modowych: nadal trzyma się mnie czerwona pomadka i duuużo kolorów.
PAŹDZIERNIK
Już od września bałam się nadchodzącej jesieni, której nienawidzę. Ale tegoroczny październik zmienił moje podejście. Pamiętam dzień, gdy wraz z Jadzią dosłownie prażyłyśmy się w Słońcu nie mogąc wytrzymać z gorąca (w krótkich spodniach i bluzce na naramkch!)
W połowie miesiąca nie było już tak ciepło, za to było bardzo przyjemnie - spędziłam cały weekend we Wrocławiu u Hani, zaliczam go zdecydowanie do grona najlepszych dni 2011 roku.
LISTOPAD
To był zdecydowanie jeden z nudniejszych i trudniejszych dla mnie miesięcy... Było oczywiście miłe i rodzinne Wszystkich Świętych, jedna miła impreza i jedno cudne spotkanie z Alą i Hanią. Zmieniłam też kolor włosów po wielu latach jasnego blondu, wow ;) A tak poza tym to niestety
wielka dupa. Na początku listopada spotkała mnie jednak przemiła rzecz, pojawiła się w mym życiu osoba, która rozświetliła mi tak wiele trudnych, ciemnych chwil, która jest dla mnie prezentem od losu...! Asiu to Ty!!
GRUDZIEŃ
Ten miesiąc trochę ratuje "honor" 2011 roku. Przyznam, że grudzień był raczej miły, poczułam, że trochę pnę się w górę zamiast ustawicznie spadać. Do milszych wydarzeń zaliczam zdecydowanie imprezę z ludźmi poznanymi podczas zeszłego Sylwestra, rodzinne Święta, spotkanie z Hanią i Alą przy grzanym winku (naturalnie!) oraz oczywiście Sylwestra. W ogóle ostatnie dni grudnia miałam niesamowicie intensywne. A Sylwester, spędzony z tymi samymi ludźmi co rok temu, przeszedł moje oczekiwania.
__________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że podobało wam się to podsumowanie roku! Chciałabym na koniec dodać dwa słowa o zmianach, jakie się dokonały na blogu. Ta sfera mojego życia na pewno zaliczyła postęp. Jestem szczęśliwa z powodu wielu obserwujących, wielu odwiedzających i wielu komentarzy! Dziękuję! Blog daje mi wiele radości i satysfakcji. W 2011 roku dodałam praktycznie 2x więcej postów niż w 2010! Mój styl też się zmienił, cokolwiek ktokolwiek powie, czuję się dużo pewniej w kwestii modowej i mimo tego, że nadal się nie "znam na modzie" to zdecydowanie wiem co lubię, wiem co mi się podoba i znalazłam moją modową tożsamość - a to już duży sukces!
Mam przeogromną nadzieję, że zarówno w sferze blogowej jak i w tych, szczerze powiedziawszy, ważniejszych osiągnę wiele sukcesów w 2012! Tego życzę i wam!