piątek, 10 września 2010

Sarp

Heej :) Wczoraj spotkałam się z trójką znajomych jeszcze z podstawówki. Z Alicją widzę się raz na miesiąc- dwa, ale z chłopakami mniej więcej raz na rok, więc zajebiście było odświeżyć tą znajomość!! Może ja się nie znam, ale trochę się zdziwiłam, jak o 00:30 Sarp stał się pusty i obsługa czekała tylko aż wyjdziemy. Kolejne 3 miejscówki odmówiły przyjęcia spragnionej grupki na piwo, aż w końcu znalazł się taki pub, który był czynny AŻ do 2 !! Serio mówiąc, to jakoś mi się wydawało zawsze, że miasto nocą, a przynajmniej tak do 3 godziny, nie śpi... 

W odróżnieniu do poprzedniej sesji, tym razem sprzęt były niestety marne. Z modelką, czyli MNĄ też nie było najlepiej, albowiem posiadałam pewne zachwiania równowagi, spowodowane OCZYWIŚCIE kocimi łbami w okolicach Starego, po których niełatwo się chodzi na taaaakich obcasach :D

Tak czy siak... w komentarzach pod poprzednim postem pojawiło się pytanie, za ile kupiłam moje ukochane, śliczne butki. A więc odpowiadam: za 79 zł kupiłam. Choć to brzmi nierealnie, to w życiu bym nie przypuszczała, że buty na 13 centymetrowym obcasie mogą być tak wygodne!! Nie mówię, że to trampki, ale jest naprawdę ok!

Poza tym wiosną kupiłam sobie tą białą kurteczkę z futerkiem, ale wymagała drobnych przeróbek, więc jej nie nosiłam, a przez całe lato nie pamiętałam o niej. Wczoraj przeglądając szafę znalazłam ją i strasznie się ucieszyłam, bo moim zdaniem jest naprawdę świetna! Sądzę, że na jesień będzie idealna!


 Środkiem ulicy w środku nocy? Czemu nie!

niedziela, 5 września 2010

I got my eye on you

Hi girls :) Miesiąc przerwy za mną, w którym wiele się działo. Skrajne emocje, dużo łez i dużo radości. Musiałam oswoić się z nową sytuacją i zapewne długo jeszcze będzie mi smutno. Dla odmiany już od kilku miesięcy planowałam wyjazd w góry z koleżankami, który okazał się tak wielkim generatorem radości i uśmiechu, że w życiu bym się nie spodziewała! Mimo wcześniejszych smutków, podczas tych 4 dni "banan" niemal nie schodził mi z buzi! Otoczenie wywołało sporo przykrych wspomnień, jednak słowa mojej mamy sprawdziły się bezbłędnie: mianowicie nie ma nic cenniejszego niż przyjaciółki! Niedługo z radością pokażę wam fotorelejszyn z tej wyprawy. Tymczasem...

Dzisiejsze spotkanie z Hanem, czyli moją prześwietną kumpelą z liceum, zaowocowało fantastyczną (subiektywnie mówię) sesją zdjęciową. Modelka jaka jest każdy widzi, jednak umiejętności Han i jej sprzęt zdziałały cuda. 

Niniejszym stwierdzam, że modeling jest cholernie trudną dziedziną. Wszelkie uwagi Han co do mojej mimiki i pozycji owocowały głównie wybuchem śmiechu mej skromnej osoby, niemniej pierwsze koty za płoty, jak to co niektórzy mówią. Gdy stawałam po drugiej stronie aparatu tym bardziej nie byłam zachwycona efektami moich działań. Generalnie jednak fotografia i to co się z nią wiąże bardzo mi się spodobała.

 
Buty szpilki (swoją drogą my love) - Deichmann
Balerinki w panterke - Atmosphere
Jeansy - Warehouse
Czarny top - H&M
Bluzka w czaszki - don't know
Pomarańczowy top - Topshop
Kardigan - Atmosphere
Chusta - New Yorker
Łańcuch krótki - Rossmann
Łańcuch długi - House

Mejkap i fryz by me

Przy tej okazji gorąco polecam lakier do paznokci Rimmel Lycra PRO - pomalowałam nim paznokcie przed wyjazdem, spędziłam 4 dni w dziczy, a na dzisiejszej sesji wyglądał niemal idealnie!

See you soon :)

niedziela, 8 sierpnia 2010

Jak przechowuję swoją biżuterię?

Dziś na blogu chyba pierwszy raz post bez moich zdjęć. Chciałabym wam pokazać jak przechowuję biżuterię. Żaden szał, naprawdę, ale uważam, że pomysł miałam niezły, sprawdza się fantastycznie!

Sprawa jest prosta - wystarczy dostać (lub sobie kupić samemu) Ferrero Rocher, spożyć ze smakiem, a następnie wykorzystać opakowanie! Ja ich mam obecnie 7 (zdjęcia robiłam w lutym), co nie oznacza, że zżarłam od razu tyle roszerków! Wiadomo, kilka miesięcy albo może i lat zebranie kolekcji mi zajęło :) Wszystko generalnie trzymam w zamykanej szafce, która stoi blisko fotela, także jak na nim siedzę to mogę wygodnie wybierać błyskotki. Niemal wszystko o czym mówię widoczne jest na zdjęciach.

Po 1. Większość mojej biżuterii trzymam w pojemniczkach "roszerkowych" wg typu np. kolczyki (2 pojemniki), bransoletki, pierścionki i brożki, naszyjniki itp. 

Po 2. Długie naszyjniki, które mogłyby się poplątać oraz te, które najczęściej noszę wiszą sobie na haczykach po wewnętrznej stronie drzwiczek od szafki. Te małe haczyki mi się wiecznie odklejały (nawet na zdjęciu widać, że są jakieś krzywe), więc dwa z nich zastąpiłam tymi dużymi. Są dużo lepsze. Klej mocny i hak więcej mieści.

Po 3. Mam takie pudełko, które dostałam od babci wieki temu zrobione z pudełek od zapałek. Przegródki są malutkie więc trzymam w nich generalnie rzadko noszone drobne kolczyki, wisiorki czy cienkie łańcuszki. 

Po 4. W porcelanowym pojemniczku-serduszku, który kiedyś dostałam i który uważam za bardzo, bardzo brzydki trzymam tzw. bieżącą biżuterię. Czyli np. wracam do domu, zdejmuję pierścionki, łańcuszek czy kolczyki i wrzucam je do tej niby szkatułki (nienawidzę jak mi rzeczy jakiekolwiek leżą na wierzchu, muszę mieć porządek). Co jakiś czas w niej sprzątam, rozprowadzam rzeczy na swoje miejsce, ale zawsze gdy mi się śpieszy to tam właśnie wszystko bieżące wrzucam. Jak wspomniałam, nie podoba mi się ten pojemniczek, ale nikt go nie widzi, a jest wygodne, więc na razie przy nim zostanę.

Po 5. W szafce mam też, zupełnie z tyłu, 2 pudła, gdzie trzymam jakieś starocie, których już nie noszę, stare zegarki, okulary, pudełeczka na biżuterię i tego typu pierdoły :)



I to tyle, mam nadzieję, że komuś ten post się spodoba :) Do usłyszenia niebawem

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Plum, blueberry and lime

Zupełnie nie przypuszczałam, że dziś rano znajdę się w bardzo odległym od mojego domu miejscu w Poznaniu, na poniekąd przymusowym spacerze. Poniekąd, bo nikt mnie nie zmuszał, jednak podziękowałam za wątpliwą przyjemność jaką było kwitnięcie godzinę w niesprzyjającej niczemu atmosferze oczekując na ślusarza w pustej kawalerce. I tak miałam w planie skoczyć do Rossmanna, tyle że innego, a tu napatoczył się Kaufland :) Kupiłam parę drobiazgów, przy okazji wykończyłam chłopaka psychiatrycznie grzebiąc pół godziny w "ścianie płaczu" jak to on mówi (czyli tej ścianie z kosmetykami do make-upu). Wcale nie chciałam go do Rossmanna zabierać, ale dziś wszystko jest na opak :) 

Cel porannej wycieczki z rodzicami był tak zupełnie marny i nieistotny, że pewnie wcale bym się nie wbiła w tą kieckę oraz mocny makijaż gdyby nie fakt, że potrzebowałam odreagowania po tygodniu łażenia do pracy na 12 godzin dziennie. Codziennie czarnobiało i tak samo ubrana, codziennie (mimo, że zdecydowanie nie powinnam!) występowałam w charakterze jakiejś zmory czy coś bo chodziłam niewyspana, nie miałam czasu, albo i siły na make-up, na manicure, nic! No więc przyszedł wolny poniedziałek i fenix odradza się z popiołu :P A za kolejny tydzień kelnerowania pod rząd podziękuję, na cholere mi taka męczarnia, trzeba będzie grafik zmienić na sierpień!

A teraz przepraszam, przepraszam, sorry, że tyle nabazgrałam :) Strój nie inspirowany niczym, po prostu moja mama wyhaczyła tą sukienkę w sh, trochę się posprzeczałyśmy która ją przygarnie. Decyzją mamy została moja i oto mam pierwszą i jedyną jak dotąd w życiu maxi dress :) Kolorki extra (stąd tytuł posta), dekolt cudowny - jest po prostu prześliczna!

Z makijażu jestem dumna, co prawda robiłam go w pośpiechu, ale zestaw kolorów jest premierowy i myślę, że wyszedł fajnie. Ostanio zachwycam się mocnymi, intensywnymi i kolorowymi makijażami. Kilka nowych cieni i innych kosmetycznych drobiazgów mam na liście zakupów pod hasłem "konieczne". Hmmm co ciekawe, pod hasłem "mniej konieczne" mam 3 razy mniej pozycji niż pod hasłem "konieczne"!! Szkoda, że nie jest na odwrót :P





Maxi Dress - Dorothy Perkins, sh
Bolerko - Dorothy Perkins, sh
Japonki - najzwyklejsze w świecie, sh
Naszyjnik - H&M
Kolczyki - z młodości mojej mamy :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...